Jeśli nie wiadomo co robić, to znaczy, że masz ogromne pole do popisu. Wówczas wszystko jest dobre i nie ma powodów, by je za takie nie uznać.

A może off-road? Zapytał na mojej imprezie urodzinowej jeden z kolegów. W sumie – pomyślałam – czemu nie. Zawsze gdzieś w głębi duszy śniłam o wyprawach, o poznawaniu nowych ludzi, zabawie przy ognisku do białego rana, spaniu w namiotach i upajaniu się przyrodą. Ale zaraz, zaraz pomyślałam, kiedy ja na taki off-road znajdę czas. Przecież pracuję w korporacji, mam mnóstwo obowiązków, co chwila nowe cele, nowe zadania, projekt goni projekt. Kto ma czas, żeby tak beztrosko wybrać się na jakiś off-road?

Jak się okazało czas się sam znalazł, przyszedł wtedy, kiedy chwila wytchnienia była bardzo potrzebna. Pierwszy wyjazd i jak się okazało był to przebłysk słonecznej pogody. Nawet nie pytałam o szczegóły tej wyprawy, zwyczajnie potrzebowałam na chwilę uciec od codziennych spraw, od pewnych zdarzeń i ludzi. Szpilki zamieniłam na porządne kalosze, otuliłam się w ciepły sweter, kurtkę i pojechałam. I kiedy tak siedziałam na fotelu pasażera nagle zaczęłam czuć rzeczy, o których już dawno zapomniałam, że istnieją. Przez uchyloną szybę do środka zaczęło wpadać orzeźwiające powietrze, widoki zapierały dech w piersiach: lasy spowite mgłą, szelest liści, szum wody, kiedy mijaliśmy strumyki. I kąpiel błotna, ale nie ta zafundowana w drogim SPA, lecz ta, która została wymuszona przez trudny do przejechania odcinek.

„Jak można poznać samego siebie? Nie przez obserwację, ale w działaniu. Staraj się spełnić swój obowiązek, a dowiesz się natychmiast, co jesteś wart” – pisał Johann Wolfgang Goethe. I miał rację. Kiedy usłyszałam: „zmiana, teraz Ty prowadzisz” przerażona pomyślałam jak 53-kilogramowa kobieta poradzi sobie w terenie z dwutonowym autem. Kiedy doświadczony i do tego licencjonowany kierowca rajdowy przesiadał się na miejsce pasażera, oddając stery w moje ręce, widziałam lekkie przerażenie w jego oczach. Po kilku minutach okazało się jednak, że jak na kobietę mam… niezłą jazdę.

Coco Chanel mówiła, że „Kobieta tego potrzebuje, żeby patrzył na nią mężczyzna, który ją kocha (…) bez tego spojrzenia ona umiera”. Jak zerkałam co jakiś czas na siedzącego obok kierowcę rajdowego, widziałam w jego oczach coś na kształt miłości…a raczej wdzięczności, że oboje przeżyliśmy moją jazdę. Już teraz nie boję się żadnych dystansów, no może z wyjątkiem tych dzielących dwa umysły.

Czekam na więcej.

Pozdrawiam,

Julia